No i mój mąż ma z powrotem prawo jazdy,udało mu się zdać za pierwszym razem i teoretyczny i praktyczny.
Może wreszcie będziemy mogli się gdzieś wybrać autem ,a nie busami.
Ja nie mam prawa jazdy,bo nigdy mnie do tego nie ciągnęło i byłam oporna w tym kierunku,przecież nie każdy się nadaje do prowadzenia,ja akurat lepiej się czuje w roli pasażera.
Zresztą zawsze jeżdziliśmy starymi autami ,które się psuły ,a mój S uwielbia grzebać w silnikach i innych tego typu rzeczach,dla mnie to jest czarna magia...
Teraz nie będę już musiała dżwigać większych zakupów w rękach,bo już kręgosłup nie ten.
S bardzo odczuł brak prawa jazdy i brak możliwości poruszania się swoim środkiem lokomocji.
Teraz też było trochę zabiegania,żeby je z powrotem odzyskać,ale nie ma tego złego ,co by na dobre nie wyszło.
Teraz doceni to, co ma i będzie szanował.
Szkoda tylko ,że młodość tak przeleciała...
Po tych grypach zostały mi zawroty głowy,nie wiem,może to jednak od kręgosłupa ,ale pojawiły się po jednodniowej jelitówce i wielkim osłabieniu..
Chyba muszę iść do lekarza.
W nocy mrozy ponad 20 stopni, w dzień słoneczko,śniegu masa.
Pojawiły się odśnieżarki i samochody wywożące hałdy śniegu z rynku,bo trudno przejechać i nie ma już go gdzie gdzie wyrzucać .
A następne ferie się zaczynają i znów pełno gości ,,zagości,,u nas.
Czytam wspaniałą książkę.
Taka bardzo ,,codzienna,,trochę przepisów przy okazji,trochę prawdziwej historii prawdziwych ludzi.
Mam jeszcze jedna książkę tej autorki,mam nadzieje,ze też będzie podobna.
Mąż z synem i kolegą pojechali do znajomego,który miał pociąć trochę deseczek lipowych,bo mój K ma zamówienie na wyrzeżbienie logo pewnej restauracji.
Fajnie bo trochę sobie zarobi ,a będzie robił ,to co lubi.
Tylko akurat ferie mu się skończyły i jutro wyjazd do szkoły,ale za tydzień wróci ,to sobie porzeżbi..
sobota, 28 stycznia 2017
czwartek, 26 stycznia 2017
Gosia
Byłam u naszej chorej koleżanki.
Pełna lęków i obaw podjęłam decyzję i nie żałuję.
Odwiedza ją bardzo dużo osób,chyba już zaczyna ją to męczyć,mimo,że jest bardzo towarzyska.
Znosi bohatersko swoją chorobę.
Mimo złych prognoz ma nadzieję,a ja ją w tym umocniłam,chociaż nic wiele nie mogę jej pomóc.Lekarze nie dają nadziei ,ale jej przyjaciółka na szczęście ma różne znajomości i jeszcze próbuje szukać ratunku u pewnego profesora.
Wierzę ,że będzie dobrze,że jeszcze niejedne dożynki razem przygotujemy.
Widzę ,ze G stara się robić dobrą minę ,nie okazuje lęku,śmieje się i żartuje,chociaż są momenty, kiedy wypada z narzuconej sobie roli.
Podziwiam ją za to.
Gosiu, jesteś wielka!
środa, 25 stycznia 2017
...
Wczoraj była kolejna msza z prośbą o zdrowie i życie dla naszej koleżanki.
Rak kręgosłupa i wątroby.
Lekarze już się nie podejmują leczenia ,czy zdarzy się cud?
Nie mogę się z tym pogodzić...
piątek, 20 stycznia 2017
Coś nowego i starego
Tyle napisałam i coś nacisnęłam i pooszło!!
Ale jestem zła,to tylko tak w małym skrócie napisze ,jak minął ten czas,który tak się rozpędził,że nie można go spowolnić.
Ostatnie 3 tygodnie upłynęły pod znakiem choroby.
Najpierw dwa dni 39 stopniowej gorączki ,po kilku dniach wyszłam na pole i wieczorem znowu jakaś grypa ,chyba taka podchodząca pod jelitówkę,bo zaczęła się biegunką ,którą zlikwidował wywar z suszonych borówek,ale zawroty głowy ciągną się do dziś,tylko już nie w takim nasileniu.
Wczoraj zaczął się ból ucha,na szczęście olejek do ucha chyba uśmierza chorobę.
I tak od Nowego Roku.
Ten rok zaczął się nie tylko nieprzyjemnie dla mnie ,ale również żle się dzieje w naszej miejscowości.
W nowy rok mąż koleżanki,który jest elektrykiem spadł ze słupa.Byliśmy odcięci przez te mrozy i wiatry od świata,ani prądu,ani internetu ani zasięgu dla komórek .
Trudno się odnależć w takiej rzeczywistości.
Podobno był pijany,ale mają pieniędzy i znajomości,więc pewnie coś pozałatwiają
Siostra koleżanki zmarła na raka.
Poszła we wrześniu do ginekologa i okazało się ,ze już za póżno na cokolwiek,są przerzuty i tak została w domu oczekując na koniec.
Straszne.
Koleżanka z byłej pracy ,trochę młodsza ode mnie dowiedziała się ,ze ma raka kręgosłupa i wątroby i też czeka na jakieś wyniki,ale mówią,ze jest niedobrze.
Mam ją odwiedzić,i nie umiem się zdecydować,boję się tej wizyty,nie wiem jak prowadzić rozmowę,nie wiem jak sobie potem z tym poradzę.
Taka wesoła dziewczyna lubiła się bawić,jeżdzili sobie z mężem wszędzie ,byli bardzo zgodni,nie brakowało im niczego,dwoje dzieci na studiach,byli naprawdę szczęśliwi.
Nie wyobrażam sobie,że może się to żle skończyć.
Wolałabym nie wiedzieć i nie widzieć,skoro pomóc nie mogę.
Zima u nas jak przed laty,dużo śniegu ,duże mrozy .
Swięta miały być ubogie bo tylko w trójkę tzn my z mężem i najmłodszy syn.
Reszta nie mogła być/
I w dzień przedwigilijny,wieczorem siedzimy sobie w pokoju,mąż na internecie ,ja przy krzyżykach,K na komórce ,a tu nagle w drzwiach pojawia się moja córcia!
W pierwszej chwili myślałam,ze mam jakieś zwidy,minęła chwila ,nim się otrząsnęliśmy.
Okazało się ,że jednak tak sobie pozałatwiała wszystko,że przyleciała na te kilka dni świątecznych ,chociaż w drugi dzień świąt musiała już jechać na samolot powrotny do Anglii .
Ale w ten najważniejszy czas była nami,mówiła,że przygnała ją tęsknota za naszymi uszkami i karpiem wigilijnym...dobrze ,że narobiłam więcej uszek i pierogów.
Nic nam nie powiedziała ,chcąc nam zrobić niespodziankę...lubię takie niespodzianki.
No i dostałam od niej wymarzony prezent na gwiazdkę-fotel bujany.
To tak w skrócie udało się dojść do końca.
Dzisiaj wróciłam z Dnia Babci ,byliśmy z mężem w przedszkolu u naszej wnusi,potem przyszła do nas ,wyszalała się z wujkiem K ,zjadła trochę torciku z ptasiego mleczka,który przygotowałam dla niej i w końcu poszła do domu ,bo mama obiecała jej wyjazd na lodowisko.
Teraz trochę nadrobię zaległości i postaram się Was poodwiedzać.
Ale jestem zła,to tylko tak w małym skrócie napisze ,jak minął ten czas,który tak się rozpędził,że nie można go spowolnić.
Ostatnie 3 tygodnie upłynęły pod znakiem choroby.
Najpierw dwa dni 39 stopniowej gorączki ,po kilku dniach wyszłam na pole i wieczorem znowu jakaś grypa ,chyba taka podchodząca pod jelitówkę,bo zaczęła się biegunką ,którą zlikwidował wywar z suszonych borówek,ale zawroty głowy ciągną się do dziś,tylko już nie w takim nasileniu.
Wczoraj zaczął się ból ucha,na szczęście olejek do ucha chyba uśmierza chorobę.
I tak od Nowego Roku.
Ten rok zaczął się nie tylko nieprzyjemnie dla mnie ,ale również żle się dzieje w naszej miejscowości.
W nowy rok mąż koleżanki,który jest elektrykiem spadł ze słupa.Byliśmy odcięci przez te mrozy i wiatry od świata,ani prądu,ani internetu ani zasięgu dla komórek .
Trudno się odnależć w takiej rzeczywistości.
Podobno był pijany,ale mają pieniędzy i znajomości,więc pewnie coś pozałatwiają
Siostra koleżanki zmarła na raka.
Poszła we wrześniu do ginekologa i okazało się ,ze już za póżno na cokolwiek,są przerzuty i tak została w domu oczekując na koniec.
Straszne.
Koleżanka z byłej pracy ,trochę młodsza ode mnie dowiedziała się ,ze ma raka kręgosłupa i wątroby i też czeka na jakieś wyniki,ale mówią,ze jest niedobrze.
Mam ją odwiedzić,i nie umiem się zdecydować,boję się tej wizyty,nie wiem jak prowadzić rozmowę,nie wiem jak sobie potem z tym poradzę.
Taka wesoła dziewczyna lubiła się bawić,jeżdzili sobie z mężem wszędzie ,byli bardzo zgodni,nie brakowało im niczego,dwoje dzieci na studiach,byli naprawdę szczęśliwi.
Nie wyobrażam sobie,że może się to żle skończyć.
Wolałabym nie wiedzieć i nie widzieć,skoro pomóc nie mogę.
Zima u nas jak przed laty,dużo śniegu ,duże mrozy .
Swięta miały być ubogie bo tylko w trójkę tzn my z mężem i najmłodszy syn.
Reszta nie mogła być/
I w dzień przedwigilijny,wieczorem siedzimy sobie w pokoju,mąż na internecie ,ja przy krzyżykach,K na komórce ,a tu nagle w drzwiach pojawia się moja córcia!
W pierwszej chwili myślałam,ze mam jakieś zwidy,minęła chwila ,nim się otrząsnęliśmy.
Okazało się ,że jednak tak sobie pozałatwiała wszystko,że przyleciała na te kilka dni świątecznych ,chociaż w drugi dzień świąt musiała już jechać na samolot powrotny do Anglii .
Ale w ten najważniejszy czas była nami,mówiła,że przygnała ją tęsknota za naszymi uszkami i karpiem wigilijnym...dobrze ,że narobiłam więcej uszek i pierogów.
Nic nam nie powiedziała ,chcąc nam zrobić niespodziankę...lubię takie niespodzianki.
No i dostałam od niej wymarzony prezent na gwiazdkę-fotel bujany.
To tak w skrócie udało się dojść do końca.
Dzisiaj wróciłam z Dnia Babci ,byliśmy z mężem w przedszkolu u naszej wnusi,potem przyszła do nas ,wyszalała się z wujkiem K ,zjadła trochę torciku z ptasiego mleczka,który przygotowałam dla niej i w końcu poszła do domu ,bo mama obiecała jej wyjazd na lodowisko.
Teraz trochę nadrobię zaległości i postaram się Was poodwiedzać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Jestem
Jestem,jestem,tylko tak jakoś daleko od świata blogowego. Czas mija ,bo człowiek chce się nacieszyć tymi chwilami wiosny,kiedy to nie pada ...

-
Byłam w końcu u lekarza z tym moim trzaskającym kciukiem. Spędziłam cały dzień w przychodni,bo najpierw kolejka do rejestracji,mimo wcześn...
-
Jestem,jestem,tylko tak jakoś daleko od świata blogowego. Czas mija ,bo człowiek chce się nacieszyć tymi chwilami wiosny,kiedy to nie pada ...
-
Mój najmłodszy leci do Norwegii do pracy Leci sam. I niech już doleci,żebym była spokojniejsza. Dowód się znalazł. Ale już za póżno,b...