poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Weselnie i wyjazdowo

Byliśmy na weselu u kuzyna G.
Przed ślubem bardzo się rozpadało .I padało, a właściwie lało cały czas aż do niedzieli.Podobno to żle wróży małżeństwu,ale patrząc na młodych i znając ich raczej nie można prorokować takiej przyszłości.Życzymy im  szczęścia,szczęścia i jeszcze raz szczęścia.
Dzień wcześniej mąż i syn dostali informację o sobotnim nocnym wyjeżdzie do pracy ,więc nasze weselenie się trwało bardzo krótko i wróciliśmy obdarowani butelką wódki i pudełkiem ciasta.Ponieważ moja córka i najmłodszy syn mieli osobne zaproszenia ,więc każdy z nas wręczył osobną kopertę i również obdarowani zostaliśmy razy trzy.
Dobrze ,ze wróciliśmy,bo mój S nie chciał tańczyć ,bo dzień wcześniej się napracował i bolały go nogi,zresztą ,nawet jak go nie bolą to  i tak strasznie ciężki do tańczenia.Za to moje nogi na dżwięk muzyki same tańczą ...więc tak sobie tańczyły pod stołem...
Przyjechaliśmy do domu w czasie ulewy,S położył się spać ,a ja czuwałam,żeby go obudzić o pierwszej.
Dzisiaj moja córcia pojechała do Krakowa do koleżanki,żeby wykorzystać pobyt w Polsce na przyjacielskie spotkania i pogaduszki, a syn wziął się za odnawianie drzwi,jak maż wróci ,to pewnie znowu będzie kiwał głowa ,że coś żle zrobione,więc nawet mu nic na razie nie wspominamy,bo po co.A drzwi są okropnie powycierane,więc syn wykorzystał opalarkę,czy coś takiego,żeby je wyczyścić ze starej farby i potem nałożyć nową na czyste drewno.
Acha, chyba nie wspominałam,że moja N przyleciała na prawie miesiąc do domu,duże zmiany u niej ,wyprowadziła się od chłopaka,bo doszła do wniosku,ze nie ma przy nim ,ani z nim przyszłości.I teraz musi szukać mieszkania po powrocie.Mam nadzieję,ze jakoś jej się ułoży,ale najważniejsze,że zdecydowała się na odejście,bo od razu mówiliśmy,ze to chłopak nie dla niej,no ,ale dopóki nie przekona się sama ,to trudno przetłumaczyć.

środa, 2 sierpnia 2017

Z Bożej Apteki

Uff,jak gorąco-stękamy ostatnio jak tuwimowska lokomotywa.Bo upały rzeczywiście niemiłosierne.
Niektórzy to lubią,mnie jednak taki upał osłabia.Więc siedzę w domu ,pije gorącą kawę ,a pot spływa mi po twarzy,od teraz tylko zimne napoje.
W dzbanku letnie zielska oddają swoje moce wodzie wzmocnionej cytryną i miodem.

Narwałam gałązki mięty,melisy,podagrycznika ,pokrzywy,kwiat nagietka,liść poziomki,czyli to wszystko, co mam pod ręką wychodząc przed drzwi.
I niech się maceruje.
A potem wypiję...

Ostatnio czytając pewne informacje na temat sposobu pozyskiwania herbat ,które piętrzą się na półkach sklepowych,doszłam do wniosku,że przecież mogę sobie sama wytwarzać swoje herbatki.
Więc nazbierałam sobie różnego zdrowotnego zielska i suszę.
Suszą  się-
sfermentowane liście wierzbówki kiprzycy

liście czarnej porzeczki,mięty i babki lancetowatej.Zbieram też kwiaty nagietka i suszę


Naczytałam się ostatnio o wrotyczu ,a mam go w ogródku,więc powiesiłam do suszenia.A w planach mam zamiar zrobić nalewkę z kwiatów wrotycza,podobno odstrasza kleszcze.


nastawiłam zdrowotne nalewki z własnych działkowych malin i czarnej porzeczki






no i narazie kisi się kilka słoiczków ogórków ,ale nie swoich, tylko ze sklepu ekologicznego,mam nadzieję,że będą udane ,a nie dziurawe.





A w międzyczasie kończę haftować portret ślubny zamówiony przez koleżankę dla syna,nie wiem, czy uda mi się skończyć na czas...
I patrzę przez okno,jak wiatr porusza lekko gałęziami drzew,zapraszając na spacer,ale raczej nie dam się skusić...

wtorek, 25 lipca 2017

Piersze zbiory i wchodzenie w dorosłość.

Papilon,pytasz o fermentowanie liści,tutaj jest link ,z którego ja korzystałam

http://sekrety-zdrowia.org/zamiast-czarnej-herbaty/

Udało mi się uzyskać fajne  lekko sfermentowane listki ,które teraz suszę.Zrobiłam ,więc polecam.
I druga sprawa,nie mogę się dostać na Twojego bloga,zrezygnowałaś,czy masz pod kluczykiem?Prosiłabym o dostęp.

W niedzielę byliśmy na giełdzie,kupiłam sobie takie malutkie talerzyki,zauroczyły mnie od pierwszego wejrzenia, i skusiłam się były po 3 zł ,więc trochę drogie ,wydałam całe 9 zł ,ale są cudne.


Są malutkie ,chociaż na zdjęciu wyszły duże.I zdjęcie nie oddaje ich uroku,uwierzcie.
Moja działeczka daje mi ostatnio wiele radości.Nazbierałam trochę malin,zrobiłam kilka słoiczków syropu malinowego,będzie na zimę,pozrywałam trochę czarnej porzeczki,z których powstało trochę soku,
Ostatnie wichury zrzuciły trochę pierwszych jabłek,jest pyszny kompot na upalne dni.A rabatki powitały mnie baardzo rozrośniętą dynią.Posadziłam jedną sadzonkę na szczęście  i rozrosła się tak bardzo,ze zajmuje sąsiednie grządki.Zdjecie robione telefonem i to jest tylko część dyni


Już pojawiły się małe

Kapusta zawija swoje liście.


Pomidorki jeszcze zielone ,ale uśmiechają się do słoneczka,więc pewnie niedługo nabiorą rumieńców


I mała cukinia ,która była kupiona jako sadzonka ogórków


Jakże mnie cieszą takie widoki,szkoda że działka jest daleko i nie mogę codziennie zachwycać oczu takimi widokami.
Czasami marzenia się spełniają...

K będzie miał w piątek pierwszą jazdę,jest pełen entuzjazmu.Przy okazji dowiedziałam się ,że to nie będzie jego pierwsza jazda,czasami jeżdził po podwórku,pod okiem męża -to wiem,ale okazało się ,że jeżdził też gdzieś tam pod okiem kolegów i ma już wprawę,dlatego instruktor pominie pierwsze nauki,oswajanie się z samochodem.Ciekawa jestem ,o czym jeszcze nie wiem,może  lepiej ,żebym nie wiedziała,bo i tak przeważnie podwajam swoje lęki.
I dzięki temu nawet wstawanie o 4 rano i półgodzinny dojazd do pracy nie są dla niego problemem.Bo wszytko pokrywa entuzjazm pewnych faktów związanych z wejściem w dorosłość.Chociaż ostatnio stwierdził,że trochę się boi tej dorosłości,czyżbym była nadopiekuńczą matką i to efekt wychowania?
To fakt ,że chciałabym ,aby życie moich dzieci było usłane różami,ale któraż matka tego nie pragnie.Niestety,każdy musi się jednak zmierzyć w rzeczywistością,która nie jest taka różana...

środa, 19 lipca 2017

Kleszcz

K pojechał do pracy i tam odkrył kleszcza wbitego w bardzo intymne miejsce,to pewnie efekt chodzenia po lesie w czasie pobytu w domu.Pojechał do szpitala i tam mu wyciągnęli,ale był zbulwersowany niewiedzą młodych lekarzy,którzy zastanawiali się,jak go wyciągnąć..syn podpowiedział,że kleszcza się wykręca i udało się go wykręcić.
Był malutki na szczęście,ale nie wiadomo czy coś zostawił ,mam nadzieję,ze nie.
A na drugi dzień dostał wysypki na rękach, baliśmy się ,że to po tym ugryzieniu ,jakaś reakcja alergiczna,ale nasza pani doktór -poszłam zapytać u nas ,bo tam się nie dostanie tak łatwo do lekarza-stwierdziła,że to za wcześnie na reakcje po kleszczu,że raczej musiało go coś innego uczulić i poleciła Zyrtec.
Taka nieprzyjemna przygoda ...muszę zrobić nalewkę z wrotyczu,bo ona podobno odpędza kleszcze .Na szczęście mam trochę wrotyczu w ogródku,ale to chyba za mało,będę musiała się gdzieś rozejrzeć po okolicy.
Wycięliśmy z synem różę ,która rosła sobie koło płotu i przez krótki okres kwitła ,to był również czas kwitnienia jaśmin  i wspólny zapach był nieziemski.Ale coraz bardziej się rozrastała i zasłaniała przejście na chodniku,ciągle trzeba było ją przycinać i w końcu podjęłam decyzję ,której teraz trochę żałuję.
To już historyczne zdjęcie...


Zbieram liście z dzikiej róży i porzeczki czarnej,daję do suszenia,będzie na zimowe herbatki.Czytałam,że można ususzyć sfermentowane liście porzeczki,spróbuje ,czy się uda taka fermentacja.Czy ktoś z Was próbował czegoś takiego?

niedziela, 16 lipca 2017

Dzieci

Trzeci raz zaczynam pisać posta i dwa razy sama sobie skasowałam.Jeżeli jeszcze raz zrobię to samo,tzn ,że mam nie pisać.
K pojechał z powrotem do pracy,był kilka dni w domu,żeby złożyć papiery o dowód osobisty.Chociaż jeszcze do pełnoletności trochę czasu,ale można wcześniej.Od jutra po pracy zaczyna pierwsze wykłady z prawa jazdy.
Nie może się doczekać i  dowodu i prawa jazdy,a mnie dojdzie jeszcze jeden powód do niepokoju.Chociaż jest ostrożny,ale to przecież nie jest gwarancją,że nic złego nie może się wydarzyć.
Założyłam mu tez własne konto ,będzie mógł sobie wpłacać własne zarobione pieniądze,cieszy się jak nie wiem co.Bardzo dobrze sobie radzi w pracy,po kilku dniach dostał swoje stanowisko,więc nie musi już tylko pomagać,właściciel bardzo zadowolony,a on nabiera doświadczenia we własnym fachu.Sam sobie rysuje projekty i wycina z blachy jakieś rzeczy.Szef dał mu już pierwszą tygodniówkę i potraktował go tak, jak stałych pracowników, dostał 13 zł za godzinę,Gdy dostał pieniądze ,to od razu dzwonił szczęśliwy,że tak go docenili.Ma zamiar zbierać pieniądze  na zrobienie kursu instruktora narciarskiego, miałby wtedy zarobek również  w ciągu zimy.
Mąż ze starszym synem wracają po dwóch tygodniach pracy do domu,wieczorem będą na miejscu.
Wczoraj dzwoniła N ,coś się zaczyna psuć między nią a jej chłopakiem.Coraz mniej mają sobie do powiedzenia,zaczyna dostrzegać w nim te cechy,które nie prorokują dobrej przyszłości.
Ona się stara o dalsze studia,już się zapisała  do Londynu,będzie tam robić magisterkę,a on wolny czas spędza na grach komputerowych
Szkoda mi jej, bo mieszkają razem i będzie trochę problemu z rozstaniem,ale mam nadzieję,że nie będzie robił problemów.Dopiero wspólne życie wyciąga prawdziwe oblicze drugiej osoby.
T pojechał z kolegą na lodowiec i już drugi dzień nie ma go na fb,martwię się trochę,bo to północ Norwegii i tereny trudne,ale obydwaj z kolegą to zapaleńcy i nic ich nie powstrzyma przed odkrywaniem nowych miejsc.
Zerkam na tw i demonstracje KOD-u,jakże różne relacje na różnych kanałach.Dobrze,że nie wnikam w politykę, bo bym zwariowała,a wystarczą mi moje prywatne niepokoje.

piątek, 7 lipca 2017

Szczęśliwy dzień

I to jeszcze jak!
To już naprawdę ostatnie zamówienie,przyrzekłam sobie,że nawet ,jak będą dwali za darmo ,to nie wezmę...hahaha 

 

czwartek, 6 lipca 2017

Sama na gospodarstwie.

Zostałam sama w domu.
Mąż wyjechał do pracy ,syn tez się załapał do zakładu w miejscowości ,gdzie ma szkołę,tam będzie doskonalił swój przyszły zawód.Tam też chce zacząć robić prawo jazdy,chociaż do osiemnastki jeszcze 2 miesiące.Ma plany na wykorzystanie pieniędzy ,które zarobi,miejmy nadzieję,że wystarczy mu na opłacenie mieszkania i utrzymanie się,bo na odłożenie ,to nie wiem...
Obiecałam mu ,że prawo jazdy zafundujemy mu na osiemnastkę,mam nadzieje,że mąż się zgodzi.
 Myślałam,że będę się nudzić, jak zostanę sama w domu,ale gdzie tam!
Jak zwykle sprzydałoby się rozciągnąć dzień
/Wczoraj dostałam od sąsiada reklamóweczkę kurek.Spotkałam go przypadkiem wracając ze sklepu,on wracał z lasu.Zdziwiłam się ,że tyle grzybów nazbierał.A on wyciągnął jedną reklamówkę i mi podarował.Ale się cieszę ,lubimy kurki,ale do lasu nie ma kto chodzić,a ja sama od razu bym się zgubiła,bo z moją orientacją słabiutko.

.Część zamroziłam, trochę wykorzystałam na dzisiejszy obiadowy sosik,a część podaruję koleżance,od której zawsze dostaje pomidorki ze szklarni,,Chociaż w ten sposób troszkę się jej odwdzięczę,bo nie miałam do tej pory możliwości.

W Biedronce pojawiły się duże fikusy,w porównaniu do innych kwiatów dosyć tanie ,bo 19,90.Kupiłam K ,bo chciał mieć drzewko w pokoju,więc ma coś podobnego do drzewka ,a jak się uda ,to może z czasem zamieni się w drzewko.


 Wczoraj byłam posprzątać w domu,którym się opiekujemy,przez dwa dni byli goście,3 panów na motocyklach,jacyś znajomi właścicieli.Bardzo porządni  panowie,zostawili pokoje dosyć czyste,nawet pościel pościągali.
Kwiatów nie trzeba podlewać,bo prawie nie ma dnia,żeby nie pokropiło.
Wszystko rośnie.

Lawenda z bazylią i oregano


I pomidorki koktajlowe też w doniczce.Mam nadzieję,że zdążą dojrzeć przed zimą...


środa, 28 czerwca 2017

Czas darów natury


Obżeram się czereśniami,bardzo to brzydko brzmi,ale smakuje wspaniale.
Uwielbiam czereśnie ,mimo ich kaloryczności ten sezon zawsze jest przeze mnie wykorzystany ,ile się da.W tym roku są one bardzo drogie u nas,ale wczoraj byłam z K w mieście i udało nam się kupić trochę taniej, a właściwie dużo taniej ,bo prawie o połowę.
W zeszłym roku robiłam czereśnie w soku własnym ,bardzo dobre wyszły ,ale w tym roku skupię się tylko na objadaniu się świeżymi.
Na moim drzewie wiśniowym pojawiła się aż jedna wisienka,zrobiła się czerwona ,pomyślałam ,że poczekam do następnego dnia ,żeby się nią podelektować.
A następnego dnia zobaczyłam golutką pesteczkę ...jak te ptaszyska wypatrzyły ja jedna jedyna na gałęzi?! 
Kilka zielonych dojrzewa na czereśniowym drzewie, teraz muszę być pierwsza przed ptakami.
W tym roku jak zwykle robię wiele przetworów takich naturalnych,wykorzystując to,co daje nam łąka i las.
Syn ,jakiś miesiąc temu wyciągnął mnie na długi spacer po łąkach i lesie ,co zaowocowało zbiorem małych zielonych szyszek sosnowych,które  zostały zasypane na zdrowotną nalewkę sosnową


Koniczyna czerwona zamienia się w syrop doskonały na menopauzę i kaszel.


Nalewka z podbiału już gotowa i odstawiona ,


A kwiaty dzikiej róży zasypane cukrem 


W miarę kwitnienia będę dokładać aż uzbiera się słoik .
Zrobiłam pierwszy raz sok z truskawek i płatków rózy-wspaniały smak.

Ze swoich wypraw K przyniósł mi cudowny bukiecik łąkowych kwiatów.


Uważam,że to najpiękniejsze kwiaty,nic nie zastąpi ich uroku żaden pięknie przystrojony i sztucznie wyhodowany kwiat z kwiaciarni.
A moje najmłodsze dziecko zaczyna robić prawo jazdy,tzn dopiero składa wszystkie potrzebne badania,co prawda osiemnastka dopiero we wrześniu,ale można zaczynać wcześniej ,a on się rwie do tego.Nie podał się na mnie ,bo ja nigdy nie zrobiłam prawa jazdy i nigdy mnie to nie interesowało,chociaż wiele razy by się sprzydało przy czwórce dzieci.
Ostatnie dziecko wchodzi w dorosłość....


wtorek, 23 maja 2017

Odchodzą


Śpieszmy się kochać ludzi...

Zbigniew Wodecki,Roger Moore i nasza znajoma Zosia-50-latka ,którą  pokonał chłoniak...
I tyle osób w Manchesterze,o życiu których zadecydował jakiś otumaniony idiota.

Żal,że tak szybko przemija to życie.

środa, 17 maja 2017

Dalszorodzinne relacje

Jakoś tak nie mogę się zabrać do pisania,nawet blogi rzadko odwiedzam.Powód oczywisty-wyszło słoneczko.
Byłam w mojej rodzinnej miejscowości,trzeba pozałatwiać sprawy spadkowe,bo ojciec zostawił nie pozałatwiane i teraz nie wiadomo ,za co trzeba płacić podatki,tzn wiadomo,tylko okazało się ,że płacimy za coś,o czym nie wiemy.Jakieś łąki,stawy,których się nie użytkuje,ojciec nie dopuszczał nikogo do majątków i teraz trzeba wszystkiego się domyślać i sprawdzać w papierach ,o co chodzi.
Kiedyś chciał dom  przepisać na siostrę,ale robili to bez mojej  i brata wiedzy .
Okazało się ,że nie da się tak za plecami i wszytko zostało,jak było.
Siostra jest bardziej chytra na majątek niż ja,bo ja bym oddała wszystko,gdyby to miało zaważyć na naszych rodzinnych relacjach,a o tych zamiarach wiem od Mamy,która się przypadkiem dowiedziała o tych poczynaniach.
Jesteśmy bardzo różne z siostrą,mamy różne podejście do tych samych wartości.
Dla mnie najważniejsza jest rodzina ,dla niej posiadanie.
Dlatego ona ma piękny ,wielki dom,a ja nie,za to ja mam dzieci,które doszły do wszystkiego same i jestem dla nich ważna ,nauczyłam ich też szacunku dla ich ojca,mimo wszytko dałam mu szansę i uważam,że zrobiłam dobrze.
U siostry nie przywiązuje się wagi do relacji rodzinnych,dzieci nie mają wspólnego języka ,pewnego razu słyszałam,jak najstarszy syn odzywa się do matki i nie mogłam uwierzyć,że tak można.
Mój najstarszy syn ,30 letni mężczyzna nie zapali papierosa przy mnie,chociaż wiem ,że pali z mężem,czasami wynikają z tego śmieszne sytuacje,gdy nagle wejdę tam ,gdzie palą i syn wyrzuca papierosa ,żebym nie zobaczyła.
Chyba to trochę śmieszne się robi,muszę mu powiedzieć ,żeby już się nie ukrywał,bo i tak wiem,że pali.
 Już jest na tyle dorosły,że sam może decydować o swoim zdrowiu.
Ale uważam to za oznakę szacunku i liczenie się z moimi uczuciami i troską o nich.
Syn siostry zawsze miał problemy z nauką,nie dlatego ,że jest za mało inteligentny,jest po prostu zbyt leniwy i uzależniony od gier.
Ciągle zmieniał szkołę, a siostra się podporządkowywała dla świętego spokoju,jakimś cudem zdał maturę,ale nie nadaje się do żadnej pracy czyli gdziekolwiek,gdzie czegoś wymagają.
Moja córka załatwiła mu pracę w Anglii i wszystkie sprawy mieszkaniowe i urzędowe.Wytrzymał tylko miesiąc i to część na zwolnieniu.Gdy wydał wszystkie pieniądze w które zaopatrzyła go mama wrócił do domu  z niczym.
Poem próbował w innej pracy ,ale też nie wytrzymał.
I siedzi w domu planując studia,na które siostra musi wyłożyć pieniądze.żeby dać mu następną szansę. 
Młodszy syn na szczęście jest inny ,bardzo lubi się uczyć ,bierze udział w olimpiadach dochodząc bardzo wysoko,ale bardzo skryty i zamknięty w sobie.Ale chociaż tyle dobrze,że nie będzie z nim problemów,jeżeli chodzi o naukę,tutaj pieniądze bardzo się sprzydały,bo wszelkie dodatkowe lekcje dały mu dużo.
Z ojcem też nie mają kontaktu,bo ciągle za granicą..a jak wraca to jest tak zmęczony,że usypia na stojąco.
Czy to warto?
Kiedyś zazdrościłam może trochę siostrze,że tak się dorobili,bo to wszytko własną pracą,ale  jakim kosztem.
I dla kogo.
Dzieci -każdy zamknięty w swoim pokoju ,oni nie mają czasu,żeby się nacieszyć tym co mają.
Dla ludzkich oczu? 
Że każdy ,kto przechodzi odwraca głowę z podziwem?
Warto?
Moje za to nigdy nie zapominają o Dniu Matki  ,urodzinach ,imieninach...
Chyba jednak wolę ,to co mam,chociaż nie wiem,gdzie pomieszczę dzieci,gdy wszystkie się zjadą ze swoimi partnerami.
Musze utrzymać dobre relacje z siostrą i dalej to ja będę dzwonić,żeby pogadać,bo ona nigdy nie ma nic na koncie...Trudno.
Rozpisałam się na tematy dalszorodzinne,ale to tak pod wpływem odwiedzin u siostry.
Mąż był trochę zbulwersowany,bo bardzo zmarzliśmy w ciągu tych 2 godzin wizyty u siostry.
Stwierdził,że wiedząc ,że będzie miała gości powinna zapalić w centralnym i ogrzać dom,tym bardziej,że na polu temperatury były bardzo niskie ,a wielki murowany dom potęgował to zimno.No ,ale szkoda opału...
Smiałam się z niego,że przyzwyczaił się do ciepła w naszym domku.Ale może ma rację...
 Wykopałam trochę kwiatków z ogródka Mamy,bo brat zapuścił go okropnie i pewnie wszytko zdziczeje.Więc ratuję,co mogę,bo to wizytówka mojej Mamy.


Mąż zabrał ze sobą podkaszarkę i kosę i wykosili podwórko,bo wszystko było zarosnięte.Brat nie ma pieniędzy,żeby kupić kosiarkę,a szwagier tylko przyjeżdza jak trzeba cos gospodarki.Trochę mu sie głupio zrobiła,że my wieżliśmy ponad 100 km kosiarkę,żeby pokosić ,a oni mieszkają tylko  10 km dalej , siostra pracuje w tej miejscowości  i codziennie dojeżdza,
No i przecież ich syn tez mógłby przyjechać,(w końcu zdał prawo jazdy) i pokosić,zamiast siedzieć przy komputerze i tyć.Bo jest strasznie otyły.
I zdarzyła się tak nieprzyjemna sytuacja.
Mój mąż wypatrzył plastikową beczkę ,która leżała,gdzieś w kącie garażu zakurzona,pomyślał,że jak nie potrzebna ,to wziął by ją ze sobą ,żebym miała na deszczówkę,do podlewania ogródka.Brat stwierdził,że jest niepotrzebna,leży już od dawna i nikt się nią nie interesuje.Zabraliśmy ze sobą.
Na drugi dzień telefon od szwagra,że on ma pomysł na beczkę i jest mu potrzebna...Mąż tłumaczył,że brat twierdził,że to beczka ojca i leży niepotrzebna.
Odwieziemy następnym razem...





środa, 3 maja 2017

Działkowe roboty.

Dwa dni słonecznej pogody wykorzystaliśmy na prace w działce.
Porobiłam kilka rabatek,posiałam bób,groszek ,pietruszkę,posadziłam czosnek(podobno sadzi się jesienią,ale ja mogę dopiero teraz),wykopałam kilka rozrośniętych kęp kwiatowych z mojego ogródka i posadziłam na działce.
Zrobiłam sobie taką kompozycje wzdłuż ścieżki wejściowej.

Na trawniku było dużo pięknych stokrotek,więc niektóre przeniosłam tworząc niski rząd przed wysokimi bylinami .
Zobaczymy,jak to wyjdzie ,gdy zaczną rosnąć i kwitnąc.
Mam nadzieję,że tak ,jak sobie to wyobrażam.
Na szczęście popadało dosyć mocno,więc od razu podlało moje rabatki.


Maż  z synem powynosili stare wersalki  i szafki z domku,znależli kilka zdechłych myszy,brr,nie poszłam nawet zobaczyć,chociaż mnie usilnie namawiali...
Pościągali tez stare ,poplamione nie wiadomo czym wykładziny,a założymy tam naszą ,którą dawno temu  mąż kupił za grosze po likwidacji zakładu pracy ,  bo się pozbywali wszystkiego ,nawet  szafka do kuchni przetrwała. Po wielu latach doczeka się swojego miejsca.

Wracaliśmy zmęczeni, ale radośni.
Ja nie mogłam wstać ,jak usiadłam  po powrocie do domu....wszystko bolało...

 Nie poznaję męża,odkąd odzyskał prawo jazdy widzę ,jak jest szczęśliwy trzymając kierownicę w ręce,nie interesują go koledzy ani zakrapiane imprezki.Jego zachowanie się zmieniło nawet w stosunku do dzieci,więcej ze mną rozmawia i czasami się radzi.
Tylko mój stan psychiczny przez te wcześniejsze lata bardzo się zrujnował i widzę swoje braki i niemożności...

A można było żyć inaczej ,spokojniej.
Teraz tylko trzeba prosić Boga o zdrowie.

Kupiłam kiedyś w Biedronce kaktusiki ,tak mi się podobały i teraz pięknie kwitną






A tutaj na oknie.Z boku widoczne trochę są  wiadereczka  ,które z blachy wykonał mój syn na zajęciach z resztek,po skończonych pracach obowiązkowych.


środa, 19 kwietnia 2017

Lekka przesada...

Miało być zielono ,a nie biało!


Odkupiliśmy działkę na ogródkach działkowych Mieście,a właściwie to syn kupił,ale my się wszystkim będziemy zajmować.
Starszy pan ,który użytkował ją przez 40 lat już nie ma siły i chciał zrezygnować i ją odsprzedać ,mąż przez przypadek z nim rozmawiał ,poszukując czegoś dla syna,no i tak się wspaniale złożyło ,że i on zadowolony ,bo będzie sobie mógł dalej chodzić na działkę,a my też,bo syn ,gdy przyjedzie to będzie miał punkt ,gdzie będzie mógł się zatrzymać po wypadach w góry albo na narty.
Właściciel bardzo dbał o działeczkę ,rozumiemy,że trudno mu się rozstać z nią,więc zostawiliśmy mu drugie klucze,żeby mógł sobie przyjeżdżać ,ale już rekreacyjnie.
Są tam drzewka owocowe i krzewy porzeczek i malin.I mały ,fajny domek ,ale trzeba go trochę wyremontować.
Super miejsce.
Miałam plany,żeby posadzić truskawki ,ziemniaki,a tu ,wróciła zima,Mam nadzieje,ze nie na długo.Bardzo nieprzewidywalna ta wiosenna pogoda....
A tu jeszcze poświąteczne resztki.






Na wagę na razie nie wchodzę...

środa, 12 kwietnia 2017

Życzenia

Zbieram się i zbieram za napisanie posta,ale tak ten czas leci,zrobiło się cieplej,  doszedł ogródek.
Więc teraz tylko
 ŻYCZĘ WAM 
                  WESOŁYCH ,
                              POGODNYCH ŚWIĄT WIELKIEJ NOCY!!


wtorek, 28 marca 2017

Brzozowy soczek.

Ale przymroziło!
Budzę się rano i oczywiście do okna popatrzeć na budzący się dzień,a tu prawie biało,nie od śniegu tylko od mrozu.
Zaskoczenie?
No nie ,przecież w marcu jak w garncu.tylko szkoda tych podmarzniętych tulipanków,cesarska korona tez wyściubiła nosek wysoko i też się załapała na domrożenie.
Ale mam nadzieję,że mają w sobie odpowiednią odporność i będą dalej bujać w górę.
K w sobotę nastawił butelkę pod naszą brzozę i leci soczek z brzozy.
Przygotowywał się do tego wydarzenia od jakiegoś czasu,na giełdzie wypatrzył jakieś stare wiertło ,żeby zrobić małą dziurkę w pniu,kupił wężyk,popodłączał i teraz ładnie leci.
Kierowniczka z internatu zamówiła sobie butelkę 1,5  litrową soku , więc sobie coś zarobi.
On pojechał do szkoły ,a ja zmieniam butelki.
A dzisiaj rano patrzę , butelka przewrócona i sok kapie do ziemi. 
Szybko się ubrałam i poprawiłam ,jak należy.
Będziemy się oczyszczać.
Trochę zamrożę ,żeby było na póżniej,


K znalazł jakieś miejsce z brzózkami w lesie,planował,że tam podstawi butelki,ale S zagonił go do pracy,bo potrzebował pomocy ,no i była trochę obraza .
I jeden i drugi burczał ,a ja oczywiście musiałam wysłuchać racji jednego i drugiego.
Próbowałam dyskutować z jednym i z drugim,ale to tylko pogarszało sytuację,wiec przyznawałam i jednemu i drugiemu racje.
I to było najlepsze wyjście,każdy się wygadał i zaczęło być spokojnie.
Praca S skończona,K zdobył trochę soku z naszej brzozy ,a w następną sobotę pójdzie sobie w las.

Dzisiaj nasza wiejska świetlica organizuje powitanie wiosny,jest piękna pogoda, słoneczko coraz wyżej,z głośników płynie piosenka Skaldów-wiosna, cieplejszy wieje wiatr...wszystko kwitnie wkoło...no,jeszcze nie kwitnie,ale jest na dobrej drodze.
 No i będzie konkurs piosenki wiosennej.
Cieszą się dzieci,będzie głośno i wesoło.

A na koniec moja haftowana metryczka z okazji urodzenia dziecka,tylko muszę dohaftować dane dzieciątka i gotowe.





 

wtorek, 21 marca 2017

Ale sobie narobiłam!

 A wszystko to przez swoją ciekawość.
Weszłam w jakąś ofertę dotyczącą zmian na blogu,kliknęłam, ale tylko po to,żeby zobaczyć ,jakie są możliwości.
No i ujrzałam mój blog w nowej wersji...
Jakiś pozwężany,bez moich ulubionych blogów,bez panela u góry i przy każdym poście pojawiał się tylko jego fragment, z napisem ,,czytaj dalej,, .
No i w żaden sposób nie mogłam wrócić do starej wersji,mimo ,że wcześniej kliknęłam coś ,co miało dać możliwość powrotu...
O,Jezu...co ja teraz zrobię...
Zaczęłam poszukiwania i tak metodą prób i błędów i kosztem pisania nowego posta i zaglądania do Was,udało mi się stworzyć nową wersję,ale na szczęście z odzyskaniem wszystkiego ,co był wcześniej.
Zeszło ,oj zeszło mi trochę czasu i gdyby ktoś mi się zapytał, jak to zrobiłam ,to nie potrafiłabym udzielić odpowiedz,no,ale najważniejsze,że jest efekt.

Już nic nie będę zmieniać,jeżeli czegoś nie umiem.

Chyba ,że znowu jakieś licho mnie podkusi...

Dawno mnie nie było ,ale była moja N i chciałam z nią spędzić, jak najwięcej czasu,bo teraz chyba już długo jej nie będzie.
Moja córcia chodziła trochę na zabiegi,które bardzo jej pomogły ,będzie się starała u ich lekarza o zastrzeżenie,że nie może dżwigać, bo ma skoliozę ,a w pracy czasami jeszcze każą im nosić paczki,o różnej wadze,a tak to by pracowała,tylko na swoim stanowisku,jako kontroler,więc miałaby trochę lżej.

Byłyśmy na fajnej wycieczce do krainy miodem płynącej,czyli w Kamiannej.
Było ,co prawda trochę zimno,ale w pakiecie były miody z procentami na rozgrzewkę.
Kupiłyśmy oczywiście takie buteleczki do domu. 
Ja kupiłam też miód faceliowy,bo trudno go dostać ,a jest bardzo zdrowy.już go oczywiście nie ma ,bo poszedł pierwszy.

Zwiedzaliśmy piękny kościółek,mały,ale bardzo ciekawy.
Piękne i takie swojskie widoczki,
obrazy -
Matki Boskiej królowej Pasiek





i św Ambroży,patron pszczelarzy



i św Józef



Piękne Muzeum Pszczelarstwa
a w środku rzeżby





te i wiele innych. 

Myślę,że większy urok tej wioseczki można oglądać porą letnią,kiedy to wszędzie kolorowo , zielono,kwiatowo.

N namówiła mnie, żeby wziąść udział w konkursie z okazji Dnia Kobiet na temat ,,Wymarzony dzień z życia,,.
Napisałam ,tak dla świętego spokoju,na szybko i... wygrałam nagrodę-.tabletki na menopauzę,Femiflamax.
Znacie , może?
 Na bazie ekstraktu z czerwonej koniczyny ,więc chyba dobre,bo przecież czerwona koniczyna jest dla nas tzn dla pań w wieku menopauzalnym.

Już pora na wiosenne porządki.
Dzisiaj po ostatnich nieciekawych,deszczowych i wietrznych dniach zrobiło się dosyć łagodnie.
Wyszłam na pole,żeby pograbić trochę liści i nawdychałam się wspaniałego  świeżego ,wiosennego powietrza,niech już będzie ciepło,niech już się zieleni i rośnie wszystko dookoła.
Liście na grządkach jeszcze mokre ,sprzydało by się słoneczko,żeby to podsuszyć..
Gdy była N to sobie trochę poluzowałyśmy ze słodyczami,kg przybywa w mgnieniu oka.
Teraz pora przejść na dietkę.
Więc witajcie sałatki.
Wiem,wiem,że ogórek z pomidorem to złe połączenie,ale co mi tam,witaminę C zjem z czym innym.






i warzywka na patelnię




czwartek, 9 marca 2017

Swiętujemy

Myślę ,że to fajnie być kobietą.
Szczególnie, jak się znajduje w zimny przedwiosenny wieczór kwiaty na schodach przed  wejściem do domu.
Taką niespodziankę zrobił nam z córką nasz najmłodszy synek.

Córka dostała na fb wiadomość,że mamy obydwie wyjść na podwórko,ale teraz ,zaraz.
Trochę wystraszone wybiegłyśmy, a tu przed drzwiami leżą dwie różyczki...
Ależ było zaskoczenie...K jest w internacie ponad 100 km od nas, a tu kwiaty od niego za drzwiami.
Okazało się ,że poprosił o tę przysługę kolegę.

Było nam bardzo ,bardzo miło.
Pozostali starsi bracia oczywiście też pamiętali,ale od niego raczej nie spodziewałyśmy się.
Robi się z niego prawdziwy mężczyzna,tylko mąż ,jak zwykle się nie spisał,ale ja rano kupiłam sobie sama kwiatka w doniczce,miał być jeden,ale jak weszłam do sklepu to nie mogłam się oprzeć,tym bardziej ,że były w miarę tanie.
Mówię do S ,że kupiłam sobie sama kwiatka ,a on ,że to bardzo dobrze,bo on by mi na pewno wybrał złego.
Cały S...po tylu latach to już wiem czego się spodziewać ...
Nasze różyczki od K.



A ten tulipanek dostała N od dawnego znajomego,który robi jej zabiegi.



No i te moje razem z ciasteczkami ,które kupiłyśmy na giełdzie są pyszne,kruchutkie,więc znowu dieta poszła w kąt.



Ale się zrobiło kwiatowo!
Ażeby zakończyć tak bardzo świątecznie - zapraszam na lody z  adwokatem i bitą śmietaną,które zaserwowała nam N.





Weselnie i wyjazdowo

Byliśmy na weselu u kuzyna G. Przed ślubem bardzo się rozpadało .I padało, a właściwie lało cały czas aż do niedzieli.Podobno to żle wróży ...