środa, 27 września 2017

W moim ogródeczku


Całe wiadro cebulek wykopanych latem wreszcie się doczekało na ponowne posadzenie.
Każdego roku od nowa,no prawie od nowa projektuje swój ogródeczek i nie mogę osiągnąć celu.
Ciągle to nie jest to.
I w rezultacie jest pomieszanie z poplątaniem.
Kwiaty rosną w miejscach,które są tylko na chwilę,ciągle przesadzane ,ciągle dosadzane.
Bo nie mogę się zdecydować,co chcę mieć tzn chcę mieć wszystkie rodzaje kwiatów w swoim ogródku,ale jak pomieścić na 4,5 arach działeczki,gdzie stoi dom , garaż ,podwórko.
I nic nie ma swojego stałego miejsca,tylko czereśnia ,wiśnia i śliwka są już nie do przeniesienia. Na szczęście...
I tak planuję,że następny rok przyniesie efekt końcowy,mąż też mi to obiecuje...od lat.
I tak mija czas, a ja ciągle żyję planami.
A może to i dobrze,bo każde lato cieszy nowymi barwami w nowych miejscach.
Więc następny rok będzie znów witany nowym wyglądem ogródka, no,prawie nowym..ale plany mam cały czas i w pocie czoła zaczynam je realizować.


 Tylko jesienne michałki rozrastają się ,jak szalone.

2 komentarze:

  1. Istotnie bardzo mało miejsca masz na kwiaty. Może warto zaczerpnąć trochę inspiracji od Japończyków. Oni są mistrzami w zagospodarowaniu maleńkich przestrzeni.

    OdpowiedzUsuń

Lutowe migawki

Nie wiem ,czy lubię luty... Może czasami,za jego zimową szatę,która zachwyca ,po deszczowych,wietrznych dniach,takich niezimowych przecież....