A jutro przylatuje moja córcia i będzie z nami dłużej.
Już się nie mogę doczekać.
Mam nadzieję,że pogoda dopisze i trochę się dotlenimy.
Planuję też zdrowo ją odżywiać ,bo w tej Anglii to na pewno je samą chemię.
Mam w planach zielone koktajle,dostałam od koleżanki książeczkę z propozycjami takich koktajli,na różne zdrowotne przypadłości.
Tylko wszystko w języku angielskim,ale córka przetłumaczy,więc będziemy mogły wybierać.
I mam nadzieję,że zainteresuje się gotowaniem, bo doszła do wniosku,że już by jej się sprzydały jakieś umiejętności,a zainteresowania gotowaniem ma takie same ,jak ja czyli z przymusu.
Ostatnio koleżanka poleciła mi ciasto dla odchudzających się ,ale nie jestem pewna,że właśnie dla tych ,co chcą stracić trochę kg, bo jest tam trochę cukru.Ale nie ma mąki.
Wygląda mało apetycznie,ale jest dobre.i bardzo proste.
Przepis,gdyby ktoś był zainteresowany
puszka białej lub czerwonej fasoli
4 jajka
0,5 szklanki cukru
4 łyżki kokosu lub kakao
1 łyżeczka proszku do pieczenia
Fasolę odcedzić,opłukać.
Zblendować wszystko,wylać do małej keksówki.
Piec 40 min 180stopni C
Dni mijają mi na haftowaniu wielkiego obrazu.
Początek
A taki ma być efekt końcowy
Mam zamówienie na pamiątkę komunijną dla bliżniaków,ale nie mogę się oderwać od tego obrazu,dobrze ,że jeszcze trochę czasu do maja,bo wtedy ma być komunia.
Odeszła od nas Krystyna Sienkewicz.Bardzo ja lubiłam.była taka ,,nasza,,.
Znalazłam na internecie aukcję,na której pewna pani wyprzedaje swoją biblioteczkę .I zamówiłam u niej kilka książeczek,między innymi tą.
Wspaniały życiorys Pani Krysi,taka bardzo ciepła książeczka.
niedziela, 19 lutego 2017
piątek, 10 lutego 2017
Sen
Śniła mi się dzisiaj Mama.
Była jakaś impreza i wśród kobiet zobaczyłam Mamę,ale gdy podeszłam bliżej ,okazało się ,że to nie była ona,lecz ktoś bardzo podobny do niej.
Pojawił się żal,że to nie ona.
A potem zobaczyłam ojca,przyjechał na rowerze,przystojny,wysoki chłopak,ale już nie czułam tej radości,tylko obojętność.
Coś potrzebują?
Czy za bardzo tęsknię za Mamą?
Czy za dużo myślę,jakby to było,gdyby ojciec był inny?
A może uważał ,że on ma rację i to przekonanie nim kierowało?
Zagłębianie się we wspomnienia jest jak dżgnięcie nożem w serce.
Z tęsknoty.
Była jakaś impreza i wśród kobiet zobaczyłam Mamę,ale gdy podeszłam bliżej ,okazało się ,że to nie była ona,lecz ktoś bardzo podobny do niej.
Pojawił się żal,że to nie ona.
A potem zobaczyłam ojca,przyjechał na rowerze,przystojny,wysoki chłopak,ale już nie czułam tej radości,tylko obojętność.
Coś potrzebują?
Czy za bardzo tęsknię za Mamą?
Czy za dużo myślę,jakby to było,gdyby ojciec był inny?
A może uważał ,że on ma rację i to przekonanie nim kierowało?
Zagłębianie się we wspomnienia jest jak dżgnięcie nożem w serce.
Z tęsknoty.
poniedziałek, 6 lutego 2017
Lęki...
Nocą przychodzą lęki
-lęk o córcię,czy aby wszystko w porządku,czy jest szczęśliwa z tym swoim chłopakiem,może się nie przyznaje,ze jest żle.Drętwieją jej nogi ,ma pracę stojącą,może przyczyną jest skolioza? Stara się o zaświadczenie,które pozwoli jej na pewne ulgi.Przyjedzie wkrótce ,więc porobimy badania.
-lęk o syna najmłodszego,który jest w wieku dorastania,w tym roku uzyska pełnoletniość,pilnuję każdego jego powrotu do domu ze spotkania z kolegami,czy aby nie ,,,pod wpływem,,,boję się tego ,jak ognia,bo geny...
-lęk o syna średniego,który pracuje nad pewnym projektem naukowym aż w Norwegii,całkiem na północy,gdzie tylko dwie godziny swiatła zimową porą,gdzie latem całodobowy dzień,czy potrafi przetrwać w takim środowisku.
-lęk o najstarszego syna,i jego rodzinę,żeby byli zdrowi i żeby jak najmniej kłód po nogami...
-lęk, o męża,który już się ,,ustabilizował,, chociaż jeszcze tak na 100 procent nie mam zaufania do niego,który nie dba o swoje zdrowie ,narzeka na serce,nie potrafi sobie odmówić ani papierosów,ani złego jedzenia.
-lęk ,jak sobie poradzimy,jeżeli mąż nie znajdzie jakiejś normalnej pracy,jeszcze syn na utrzymaniu,musi skończyć szkołę.
-lęk o swoje zdrowie,które też daje różne oznaki,pasowałoby odwiedzić paru specjalistów,ale nie mogę się zebrać
-lęki takie chyba trochę depresyjne,niepokój związany z chorobą koleżanki
-inne drobne lęki,które nie pozwalają mi na pewne rzeczy,a potem narzucają wyrzuty sumienia.
I tak od czasu do czasu budzę się z nocy,a one mnie ogarniają z każdej strony.
I chciałoby się uciec.
Jeszcze mam jednak siłę,by je pokonać,przetrzymać.
Odwracam głowę, na moje wybawienie,mój następny wyrzut sumienia,bo sobie pozwoliłam na kosztowne zachcianki
Mija noc, lęki uciekają i czają się na następna okazję,aby mnie dopaść
Dobrze,że nie interesuję się polityką ,bo pewnie doszłyby następne...
-lęk o córcię,czy aby wszystko w porządku,czy jest szczęśliwa z tym swoim chłopakiem,może się nie przyznaje,ze jest żle.Drętwieją jej nogi ,ma pracę stojącą,może przyczyną jest skolioza? Stara się o zaświadczenie,które pozwoli jej na pewne ulgi.Przyjedzie wkrótce ,więc porobimy badania.
-lęk o syna najmłodszego,który jest w wieku dorastania,w tym roku uzyska pełnoletniość,pilnuję każdego jego powrotu do domu ze spotkania z kolegami,czy aby nie ,,,pod wpływem,,,boję się tego ,jak ognia,bo geny...
-lęk o syna średniego,który pracuje nad pewnym projektem naukowym aż w Norwegii,całkiem na północy,gdzie tylko dwie godziny swiatła zimową porą,gdzie latem całodobowy dzień,czy potrafi przetrwać w takim środowisku.
-lęk o najstarszego syna,i jego rodzinę,żeby byli zdrowi i żeby jak najmniej kłód po nogami...
-lęk, o męża,który już się ,,ustabilizował,, chociaż jeszcze tak na 100 procent nie mam zaufania do niego,który nie dba o swoje zdrowie ,narzeka na serce,nie potrafi sobie odmówić ani papierosów,ani złego jedzenia.
-lęk ,jak sobie poradzimy,jeżeli mąż nie znajdzie jakiejś normalnej pracy,jeszcze syn na utrzymaniu,musi skończyć szkołę.
-lęk o swoje zdrowie,które też daje różne oznaki,pasowałoby odwiedzić paru specjalistów,ale nie mogę się zebrać
-lęki takie chyba trochę depresyjne,niepokój związany z chorobą koleżanki
-inne drobne lęki,które nie pozwalają mi na pewne rzeczy,a potem narzucają wyrzuty sumienia.
I tak od czasu do czasu budzę się z nocy,a one mnie ogarniają z każdej strony.
I chciałoby się uciec.
Jeszcze mam jednak siłę,by je pokonać,przetrzymać.
Odwracam głowę, na moje wybawienie,mój następny wyrzut sumienia,bo sobie pozwoliłam na kosztowne zachcianki
Mija noc, lęki uciekają i czają się na następna okazję,aby mnie dopaść
Dobrze,że nie interesuję się polityką ,bo pewnie doszłyby następne...
piątek, 3 lutego 2017
Odwilż
Wczoraj wieczorem,coś nagle huknęło ,aż się dom zatrząsł.
Dom się wali?-to pierwsza myśl.
Okazało się ,że to odwilż ma taką siłę,że strząsnęła z dachu masę lodu i śniegu.
Od strony drogi S ściągnął wcześniej zalegający śnieg,ale od strony podwórka zostawił.
I ten śnieżek tak już kilkakrotnie od wczoraj nas straszy.
Nazbierało się tego ,dobrze ,że już nic nie zalega na dachu,bo jeszcze trochę i by nam przesłoniło okna.
Gdzieś ten śnieg trzeba powoli wywozić,bo jak zacznie topnieć ,to nas zatopi.
A słoneczko za oknem obiecuje...oj,obiecuje...
Żeby tylko nie skończyło się na obiecankach...
Ale luty szybko przeleci i marzenie o wiośnie zacznie się realizować.
Czas się pożegnać z Mikołajkiem pełnym słodyczy.
Towarzyszył od świąt i teraz będzie czekał na następne.
Zrobiłam wspaniały napój,tak trochę pod wpływem tej książki.
A to mój cudowny napój
Zaparzona pokrzywa z zeszłorocznych majowych zbiorów,kawałki imbiru ,cytryna i to wszystko dosłodzone miodem.
Robię i stawiam w kuchni,żeby mieć pod ręka ,gdy zachce się pić.
A szczególnie jest to propozycja dla S ,który bardzo niezdrowo się odżywia.
Dzisiaj przyjeżdża K ze szkoły,więc i on się załapie,chociaż grymasi na tego rodzaju propozycje z mojej strony.
Obiadek już się robi,słoneczko podpatruje mnie przez okno,oj,chyba wyjdę na rynek.
Zazdroszczę tym,co już mają zielono,a przynajmniej mniejszą warstwę śniegu,bo do nas wiosna dotrze chyba bardzo póżno.
A przed nami najgorszy czas,czas roztopów.
Dom się wali?-to pierwsza myśl.
Okazało się ,że to odwilż ma taką siłę,że strząsnęła z dachu masę lodu i śniegu.
Od strony drogi S ściągnął wcześniej zalegający śnieg,ale od strony podwórka zostawił.
I ten śnieżek tak już kilkakrotnie od wczoraj nas straszy.
Nazbierało się tego ,dobrze ,że już nic nie zalega na dachu,bo jeszcze trochę i by nam przesłoniło okna.
Gdzieś ten śnieg trzeba powoli wywozić,bo jak zacznie topnieć ,to nas zatopi.
A słoneczko za oknem obiecuje...oj,obiecuje...
Żeby tylko nie skończyło się na obiecankach...
Ale luty szybko przeleci i marzenie o wiośnie zacznie się realizować.
Czas się pożegnać z Mikołajkiem pełnym słodyczy.
Towarzyszył od świąt i teraz będzie czekał na następne.
Zrobiłam wspaniały napój,tak trochę pod wpływem tej książki.
A to mój cudowny napój
Zaparzona pokrzywa z zeszłorocznych majowych zbiorów,kawałki imbiru ,cytryna i to wszystko dosłodzone miodem.
Robię i stawiam w kuchni,żeby mieć pod ręka ,gdy zachce się pić.
A szczególnie jest to propozycja dla S ,który bardzo niezdrowo się odżywia.
Dzisiaj przyjeżdża K ze szkoły,więc i on się załapie,chociaż grymasi na tego rodzaju propozycje z mojej strony.
Obiadek już się robi,słoneczko podpatruje mnie przez okno,oj,chyba wyjdę na rynek.
Zazdroszczę tym,co już mają zielono,a przynajmniej mniejszą warstwę śniegu,bo do nas wiosna dotrze chyba bardzo póżno.
A przed nami najgorszy czas,czas roztopów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Jestem
Jestem,jestem,tylko tak jakoś daleko od świata blogowego. Czas mija ,bo człowiek chce się nacieszyć tymi chwilami wiosny,kiedy to nie pada ...

-
Byłam w końcu u lekarza z tym moim trzaskającym kciukiem. Spędziłam cały dzień w przychodni,bo najpierw kolejka do rejestracji,mimo wcześn...
-
Jestem,jestem,tylko tak jakoś daleko od świata blogowego. Czas mija ,bo człowiek chce się nacieszyć tymi chwilami wiosny,kiedy to nie pada ...
-
Mój najmłodszy leci do Norwegii do pracy Leci sam. I niech już doleci,żebym była spokojniejsza. Dowód się znalazł. Ale już za póżno,b...