czwartek, 6 lipca 2017

Sama na gospodarstwie.

Zostałam sama w domu.
Mąż wyjechał do pracy ,syn tez się załapał do zakładu w miejscowości ,gdzie ma szkołę,tam będzie doskonalił swój przyszły zawód.Tam też chce zacząć robić prawo jazdy,chociaż do osiemnastki jeszcze 2 miesiące.Ma plany na wykorzystanie pieniędzy ,które zarobi,miejmy nadzieję,że wystarczy mu na opłacenie mieszkania i utrzymanie się,bo na odłożenie ,to nie wiem...
Obiecałam mu ,że prawo jazdy zafundujemy mu na osiemnastkę,mam nadzieje,że mąż się zgodzi.
 Myślałam,że będę się nudzić, jak zostanę sama w domu,ale gdzie tam!
Jak zwykle sprzydałoby się rozciągnąć dzień
/Wczoraj dostałam od sąsiada reklamóweczkę kurek.Spotkałam go przypadkiem wracając ze sklepu,on wracał z lasu.Zdziwiłam się ,że tyle grzybów nazbierał.A on wyciągnął jedną reklamówkę i mi podarował.Ale się cieszę ,lubimy kurki,ale do lasu nie ma kto chodzić,a ja sama od razu bym się zgubiła,bo z moją orientacją słabiutko.

.Część zamroziłam, trochę wykorzystałam na dzisiejszy obiadowy sosik,a część podaruję koleżance,od której zawsze dostaje pomidorki ze szklarni,,Chociaż w ten sposób troszkę się jej odwdzięczę,bo nie miałam do tej pory możliwości.

W Biedronce pojawiły się duże fikusy,w porównaniu do innych kwiatów dosyć tanie ,bo 19,90.Kupiłam K ,bo chciał mieć drzewko w pokoju,więc ma coś podobnego do drzewka ,a jak się uda ,to może z czasem zamieni się w drzewko.


 Wczoraj byłam posprzątać w domu,którym się opiekujemy,przez dwa dni byli goście,3 panów na motocyklach,jacyś znajomi właścicieli.Bardzo porządni  panowie,zostawili pokoje dosyć czyste,nawet pościel pościągali.
Kwiatów nie trzeba podlewać,bo prawie nie ma dnia,żeby nie pokropiło.
Wszystko rośnie.

Lawenda z bazylią i oregano


I pomidorki koktajlowe też w doniczce.Mam nadzieję,że zdążą dojrzeć przed zimą...


środa, 28 czerwca 2017

Czas darów natury


Obżeram się czereśniami,bardzo to brzydko brzmi,ale smakuje wspaniale.
Uwielbiam czereśnie ,mimo ich kaloryczności ten sezon zawsze jest przeze mnie wykorzystany ,ile się da.W tym roku są one bardzo drogie u nas,ale wczoraj byłam z K w mieście i udało nam się kupić trochę taniej, a właściwie dużo taniej ,bo prawie o połowę.
W zeszłym roku robiłam czereśnie w soku własnym ,bardzo dobre wyszły ,ale w tym roku skupię się tylko na objadaniu się świeżymi.
Na moim drzewie wiśniowym pojawiła się aż jedna wisienka,zrobiła się czerwona ,pomyślałam ,że poczekam do następnego dnia ,żeby się nią podelektować.
A następnego dnia zobaczyłam golutką pesteczkę ...jak te ptaszyska wypatrzyły ja jedna jedyna na gałęzi?! 
Kilka zielonych dojrzewa na czereśniowym drzewie, teraz muszę być pierwsza przed ptakami.
W tym roku jak zwykle robię wiele przetworów takich naturalnych,wykorzystując to,co daje nam łąka i las.
Syn ,jakiś miesiąc temu wyciągnął mnie na długi spacer po łąkach i lesie ,co zaowocowało zbiorem małych zielonych szyszek sosnowych,które  zostały zasypane na zdrowotną nalewkę sosnową


Koniczyna czerwona zamienia się w syrop doskonały na menopauzę i kaszel.


Nalewka z podbiału już gotowa i odstawiona ,


A kwiaty dzikiej róży zasypane cukrem 


W miarę kwitnienia będę dokładać aż uzbiera się słoik .
Zrobiłam pierwszy raz sok z truskawek i płatków rózy-wspaniały smak.

Ze swoich wypraw K przyniósł mi cudowny bukiecik łąkowych kwiatów.


Uważam,że to najpiękniejsze kwiaty,nic nie zastąpi ich uroku żaden pięknie przystrojony i sztucznie wyhodowany kwiat z kwiaciarni.
A moje najmłodsze dziecko zaczyna robić prawo jazdy,tzn dopiero składa wszystkie potrzebne badania,co prawda osiemnastka dopiero we wrześniu,ale można zaczynać wcześniej ,a on się rwie do tego.Nie podał się na mnie ,bo ja nigdy nie zrobiłam prawa jazdy i nigdy mnie to nie interesowało,chociaż wiele razy by się sprzydało przy czwórce dzieci.
Ostatnie dziecko wchodzi w dorosłość....


wtorek, 23 maja 2017

Odchodzą


Śpieszmy się kochać ludzi...

Zbigniew Wodecki,Roger Moore i nasza znajoma Zosia-50-latka ,którą  pokonał chłoniak...
I tyle osób w Manchesterze,o życiu których zadecydował jakiś otumaniony idiota.

Żal,że tak szybko przemija to życie.

środa, 17 maja 2017

Dalszorodzinne relacje

Jakoś tak nie mogę się zabrać do pisania,nawet blogi rzadko odwiedzam.Powód oczywisty-wyszło słoneczko.
Byłam w mojej rodzinnej miejscowości,trzeba pozałatwiać sprawy spadkowe,bo ojciec zostawił nie pozałatwiane i teraz nie wiadomo ,za co trzeba płacić podatki,tzn wiadomo,tylko okazało się ,że płacimy za coś,o czym nie wiemy.Jakieś łąki,stawy,których się nie użytkuje,ojciec nie dopuszczał nikogo do majątków i teraz trzeba wszystkiego się domyślać i sprawdzać w papierach ,o co chodzi.
Kiedyś chciał dom  przepisać na siostrę,ale robili to bez mojej  i brata wiedzy .
Okazało się ,że nie da się tak za plecami i wszytko zostało,jak było.
Siostra jest bardziej chytra na majątek niż ja,bo ja bym oddała wszystko,gdyby to miało zaważyć na naszych rodzinnych relacjach,a o tych zamiarach wiem od Mamy,która się przypadkiem dowiedziała o tych poczynaniach.
Jesteśmy bardzo różne z siostrą,mamy różne podejście do tych samych wartości.
Dla mnie najważniejsza jest rodzina ,dla niej posiadanie.
Dlatego ona ma piękny ,wielki dom,a ja nie,za to ja mam dzieci,które doszły do wszystkiego same i jestem dla nich ważna ,nauczyłam ich też szacunku dla ich ojca,mimo wszytko dałam mu szansę i uważam,że zrobiłam dobrze.
U siostry nie przywiązuje się wagi do relacji rodzinnych,dzieci nie mają wspólnego języka ,pewnego razu słyszałam,jak najstarszy syn odzywa się do matki i nie mogłam uwierzyć,że tak można.
Mój najstarszy syn ,30 letni mężczyzna nie zapali papierosa przy mnie,chociaż wiem ,że pali z mężem,czasami wynikają z tego śmieszne sytuacje,gdy nagle wejdę tam ,gdzie palą i syn wyrzuca papierosa ,żebym nie zobaczyła.
Chyba to trochę śmieszne się robi,muszę mu powiedzieć ,żeby już się nie ukrywał,bo i tak wiem,że pali.
 Już jest na tyle dorosły,że sam może decydować o swoim zdrowiu.
Ale uważam to za oznakę szacunku i liczenie się z moimi uczuciami i troską o nich.
Syn siostry zawsze miał problemy z nauką,nie dlatego ,że jest za mało inteligentny,jest po prostu zbyt leniwy i uzależniony od gier.
Ciągle zmieniał szkołę, a siostra się podporządkowywała dla świętego spokoju,jakimś cudem zdał maturę,ale nie nadaje się do żadnej pracy czyli gdziekolwiek,gdzie czegoś wymagają.
Moja córka załatwiła mu pracę w Anglii i wszystkie sprawy mieszkaniowe i urzędowe.Wytrzymał tylko miesiąc i to część na zwolnieniu.Gdy wydał wszystkie pieniądze w które zaopatrzyła go mama wrócił do domu  z niczym.
Poem próbował w innej pracy ,ale też nie wytrzymał.
I siedzi w domu planując studia,na które siostra musi wyłożyć pieniądze.żeby dać mu następną szansę. 
Młodszy syn na szczęście jest inny ,bardzo lubi się uczyć ,bierze udział w olimpiadach dochodząc bardzo wysoko,ale bardzo skryty i zamknięty w sobie.Ale chociaż tyle dobrze,że nie będzie z nim problemów,jeżeli chodzi o naukę,tutaj pieniądze bardzo się sprzydały,bo wszelkie dodatkowe lekcje dały mu dużo.
Z ojcem też nie mają kontaktu,bo ciągle za granicą..a jak wraca to jest tak zmęczony,że usypia na stojąco.
Czy to warto?
Kiedyś zazdrościłam może trochę siostrze,że tak się dorobili,bo to wszytko własną pracą,ale  jakim kosztem.
I dla kogo.
Dzieci -każdy zamknięty w swoim pokoju ,oni nie mają czasu,żeby się nacieszyć tym co mają.
Dla ludzkich oczu? 
Że każdy ,kto przechodzi odwraca głowę z podziwem?
Warto?
Moje za to nigdy nie zapominają o Dniu Matki  ,urodzinach ,imieninach...
Chyba jednak wolę ,to co mam,chociaż nie wiem,gdzie pomieszczę dzieci,gdy wszystkie się zjadą ze swoimi partnerami.
Musze utrzymać dobre relacje z siostrą i dalej to ja będę dzwonić,żeby pogadać,bo ona nigdy nie ma nic na koncie...Trudno.
Rozpisałam się na tematy dalszorodzinne,ale to tak pod wpływem odwiedzin u siostry.
Mąż był trochę zbulwersowany,bo bardzo zmarzliśmy w ciągu tych 2 godzin wizyty u siostry.
Stwierdził,że wiedząc ,że będzie miała gości powinna zapalić w centralnym i ogrzać dom,tym bardziej,że na polu temperatury były bardzo niskie ,a wielki murowany dom potęgował to zimno.No ,ale szkoda opału...
Smiałam się z niego,że przyzwyczaił się do ciepła w naszym domku.Ale może ma rację...
 Wykopałam trochę kwiatków z ogródka Mamy,bo brat zapuścił go okropnie i pewnie wszytko zdziczeje.Więc ratuję,co mogę,bo to wizytówka mojej Mamy.


Mąż zabrał ze sobą podkaszarkę i kosę i wykosili podwórko,bo wszystko było zarosnięte.Brat nie ma pieniędzy,żeby kupić kosiarkę,a szwagier tylko przyjeżdza jak trzeba cos gospodarki.Trochę mu sie głupio zrobiła,że my wieżliśmy ponad 100 km kosiarkę,żeby pokosić ,a oni mieszkają tylko  10 km dalej , siostra pracuje w tej miejscowości  i codziennie dojeżdza,
No i przecież ich syn tez mógłby przyjechać,(w końcu zdał prawo jazdy) i pokosić,zamiast siedzieć przy komputerze i tyć.Bo jest strasznie otyły.
I zdarzyła się tak nieprzyjemna sytuacja.
Mój mąż wypatrzył plastikową beczkę ,która leżała,gdzieś w kącie garażu zakurzona,pomyślał,że jak nie potrzebna ,to wziął by ją ze sobą ,żebym miała na deszczówkę,do podlewania ogródka.Brat stwierdził,że jest niepotrzebna,leży już od dawna i nikt się nią nie interesuje.Zabraliśmy ze sobą.
Na drugi dzień telefon od szwagra,że on ma pomysł na beczkę i jest mu potrzebna...Mąż tłumaczył,że brat twierdził,że to beczka ojca i leży niepotrzebna.
Odwieziemy następnym razem...





środa, 3 maja 2017

Działkowe roboty.

Dwa dni słonecznej pogody wykorzystaliśmy na prace w działce.
Porobiłam kilka rabatek,posiałam bób,groszek ,pietruszkę,posadziłam czosnek(podobno sadzi się jesienią,ale ja mogę dopiero teraz),wykopałam kilka rozrośniętych kęp kwiatowych z mojego ogródka i posadziłam na działce.
Zrobiłam sobie taką kompozycje wzdłuż ścieżki wejściowej.

Na trawniku było dużo pięknych stokrotek,więc niektóre przeniosłam tworząc niski rząd przed wysokimi bylinami .
Zobaczymy,jak to wyjdzie ,gdy zaczną rosnąć i kwitnąc.
Mam nadzieję,że tak ,jak sobie to wyobrażam.
Na szczęście popadało dosyć mocno,więc od razu podlało moje rabatki.


Maż  z synem powynosili stare wersalki  i szafki z domku,znależli kilka zdechłych myszy,brr,nie poszłam nawet zobaczyć,chociaż mnie usilnie namawiali...
Pościągali tez stare ,poplamione nie wiadomo czym wykładziny,a założymy tam naszą ,którą dawno temu  mąż kupił za grosze po likwidacji zakładu pracy ,  bo się pozbywali wszystkiego ,nawet  szafka do kuchni przetrwała. Po wielu latach doczeka się swojego miejsca.

Wracaliśmy zmęczeni, ale radośni.
Ja nie mogłam wstać ,jak usiadłam  po powrocie do domu....wszystko bolało...

 Nie poznaję męża,odkąd odzyskał prawo jazdy widzę ,jak jest szczęśliwy trzymając kierownicę w ręce,nie interesują go koledzy ani zakrapiane imprezki.Jego zachowanie się zmieniło nawet w stosunku do dzieci,więcej ze mną rozmawia i czasami się radzi.
Tylko mój stan psychiczny przez te wcześniejsze lata bardzo się zrujnował i widzę swoje braki i niemożności...

A można było żyć inaczej ,spokojniej.
Teraz tylko trzeba prosić Boga o zdrowie.

Kupiłam kiedyś w Biedronce kaktusiki ,tak mi się podobały i teraz pięknie kwitną






A tutaj na oknie.Z boku widoczne trochę są  wiadereczka  ,które z blachy wykonał mój syn na zajęciach z resztek,po skończonych pracach obowiązkowych.


środa, 19 kwietnia 2017

Lekka przesada...

Miało być zielono ,a nie biało!


Odkupiliśmy działkę na ogródkach działkowych Mieście,a właściwie to syn kupił,ale my się wszystkim będziemy zajmować.
Starszy pan ,który użytkował ją przez 40 lat już nie ma siły i chciał zrezygnować i ją odsprzedać ,mąż przez przypadek z nim rozmawiał ,poszukując czegoś dla syna,no i tak się wspaniale złożyło ,że i on zadowolony ,bo będzie sobie mógł dalej chodzić na działkę,a my też,bo syn ,gdy przyjedzie to będzie miał punkt ,gdzie będzie mógł się zatrzymać po wypadach w góry albo na narty.
Właściciel bardzo dbał o działeczkę ,rozumiemy,że trudno mu się rozstać z nią,więc zostawiliśmy mu drugie klucze,żeby mógł sobie przyjeżdżać ,ale już rekreacyjnie.
Są tam drzewka owocowe i krzewy porzeczek i malin.I mały ,fajny domek ,ale trzeba go trochę wyremontować.
Super miejsce.
Miałam plany,żeby posadzić truskawki ,ziemniaki,a tu ,wróciła zima,Mam nadzieje,ze nie na długo.Bardzo nieprzewidywalna ta wiosenna pogoda....
A tu jeszcze poświąteczne resztki.






Na wagę na razie nie wchodzę...

środa, 12 kwietnia 2017

Życzenia

Zbieram się i zbieram za napisanie posta,ale tak ten czas leci,zrobiło się cieplej,  doszedł ogródek.
Więc teraz tylko
 ŻYCZĘ WAM 
                  WESOŁYCH ,
                              POGODNYCH ŚWIĄT WIELKIEJ NOCY!!


wtorek, 28 marca 2017

Brzozowy soczek.

Ale przymroziło!
Budzę się rano i oczywiście do okna popatrzeć na budzący się dzień,a tu prawie biało,nie od śniegu tylko od mrozu.
Zaskoczenie?
No nie ,przecież w marcu jak w garncu.tylko szkoda tych podmarzniętych tulipanków,cesarska korona tez wyściubiła nosek wysoko i też się załapała na domrożenie.
Ale mam nadzieję,że mają w sobie odpowiednią odporność i będą dalej bujać w górę.
K w sobotę nastawił butelkę pod naszą brzozę i leci soczek z brzozy.
Przygotowywał się do tego wydarzenia od jakiegoś czasu,na giełdzie wypatrzył jakieś stare wiertło ,żeby zrobić małą dziurkę w pniu,kupił wężyk,popodłączał i teraz ładnie leci.
Kierowniczka z internatu zamówiła sobie butelkę 1,5  litrową soku , więc sobie coś zarobi.
On pojechał do szkoły ,a ja zmieniam butelki.
A dzisiaj rano patrzę , butelka przewrócona i sok kapie do ziemi. 
Szybko się ubrałam i poprawiłam ,jak należy.
Będziemy się oczyszczać.
Trochę zamrożę ,żeby było na póżniej,


K znalazł jakieś miejsce z brzózkami w lesie,planował,że tam podstawi butelki,ale S zagonił go do pracy,bo potrzebował pomocy ,no i była trochę obraza .
I jeden i drugi burczał ,a ja oczywiście musiałam wysłuchać racji jednego i drugiego.
Próbowałam dyskutować z jednym i z drugim,ale to tylko pogarszało sytuację,wiec przyznawałam i jednemu i drugiemu racje.
I to było najlepsze wyjście,każdy się wygadał i zaczęło być spokojnie.
Praca S skończona,K zdobył trochę soku z naszej brzozy ,a w następną sobotę pójdzie sobie w las.

Dzisiaj nasza wiejska świetlica organizuje powitanie wiosny,jest piękna pogoda, słoneczko coraz wyżej,z głośników płynie piosenka Skaldów-wiosna, cieplejszy wieje wiatr...wszystko kwitnie wkoło...no,jeszcze nie kwitnie,ale jest na dobrej drodze.
 No i będzie konkurs piosenki wiosennej.
Cieszą się dzieci,będzie głośno i wesoło.

A na koniec moja haftowana metryczka z okazji urodzenia dziecka,tylko muszę dohaftować dane dzieciątka i gotowe.





 

wtorek, 21 marca 2017

Ale sobie narobiłam!

 A wszystko to przez swoją ciekawość.
Weszłam w jakąś ofertę dotyczącą zmian na blogu,kliknęłam, ale tylko po to,żeby zobaczyć ,jakie są możliwości.
No i ujrzałam mój blog w nowej wersji...
Jakiś pozwężany,bez moich ulubionych blogów,bez panela u góry i przy każdym poście pojawiał się tylko jego fragment, z napisem ,,czytaj dalej,, .
No i w żaden sposób nie mogłam wrócić do starej wersji,mimo ,że wcześniej kliknęłam coś ,co miało dać możliwość powrotu...
O,Jezu...co ja teraz zrobię...
Zaczęłam poszukiwania i tak metodą prób i błędów i kosztem pisania nowego posta i zaglądania do Was,udało mi się stworzyć nową wersję,ale na szczęście z odzyskaniem wszystkiego ,co był wcześniej.
Zeszło ,oj zeszło mi trochę czasu i gdyby ktoś mi się zapytał, jak to zrobiłam ,to nie potrafiłabym udzielić odpowiedz,no,ale najważniejsze,że jest efekt.

Już nic nie będę zmieniać,jeżeli czegoś nie umiem.

Chyba ,że znowu jakieś licho mnie podkusi...

Dawno mnie nie było ,ale była moja N i chciałam z nią spędzić, jak najwięcej czasu,bo teraz chyba już długo jej nie będzie.
Moja córcia chodziła trochę na zabiegi,które bardzo jej pomogły ,będzie się starała u ich lekarza o zastrzeżenie,że nie może dżwigać, bo ma skoliozę ,a w pracy czasami jeszcze każą im nosić paczki,o różnej wadze,a tak to by pracowała,tylko na swoim stanowisku,jako kontroler,więc miałaby trochę lżej.

Byłyśmy na fajnej wycieczce do krainy miodem płynącej,czyli w Kamiannej.
Było ,co prawda trochę zimno,ale w pakiecie były miody z procentami na rozgrzewkę.
Kupiłyśmy oczywiście takie buteleczki do domu. 
Ja kupiłam też miód faceliowy,bo trudno go dostać ,a jest bardzo zdrowy.już go oczywiście nie ma ,bo poszedł pierwszy.

Zwiedzaliśmy piękny kościółek,mały,ale bardzo ciekawy.
Piękne i takie swojskie widoczki,
obrazy -
Matki Boskiej królowej Pasiek





i św Ambroży,patron pszczelarzy



i św Józef



Piękne Muzeum Pszczelarstwa
a w środku rzeżby





te i wiele innych. 

Myślę,że większy urok tej wioseczki można oglądać porą letnią,kiedy to wszędzie kolorowo , zielono,kwiatowo.

N namówiła mnie, żeby wziąść udział w konkursie z okazji Dnia Kobiet na temat ,,Wymarzony dzień z życia,,.
Napisałam ,tak dla świętego spokoju,na szybko i... wygrałam nagrodę-.tabletki na menopauzę,Femiflamax.
Znacie , może?
 Na bazie ekstraktu z czerwonej koniczyny ,więc chyba dobre,bo przecież czerwona koniczyna jest dla nas tzn dla pań w wieku menopauzalnym.

Już pora na wiosenne porządki.
Dzisiaj po ostatnich nieciekawych,deszczowych i wietrznych dniach zrobiło się dosyć łagodnie.
Wyszłam na pole,żeby pograbić trochę liści i nawdychałam się wspaniałego  świeżego ,wiosennego powietrza,niech już będzie ciepło,niech już się zieleni i rośnie wszystko dookoła.
Liście na grządkach jeszcze mokre ,sprzydało by się słoneczko,żeby to podsuszyć..
Gdy była N to sobie trochę poluzowałyśmy ze słodyczami,kg przybywa w mgnieniu oka.
Teraz pora przejść na dietkę.
Więc witajcie sałatki.
Wiem,wiem,że ogórek z pomidorem to złe połączenie,ale co mi tam,witaminę C zjem z czym innym.






i warzywka na patelnię




czwartek, 9 marca 2017

Swiętujemy

Myślę ,że to fajnie być kobietą.
Szczególnie, jak się znajduje w zimny przedwiosenny wieczór kwiaty na schodach przed  wejściem do domu.
Taką niespodziankę zrobił nam z córką nasz najmłodszy synek.

Córka dostała na fb wiadomość,że mamy obydwie wyjść na podwórko,ale teraz ,zaraz.
Trochę wystraszone wybiegłyśmy, a tu przed drzwiami leżą dwie różyczki...
Ależ było zaskoczenie...K jest w internacie ponad 100 km od nas, a tu kwiaty od niego za drzwiami.
Okazało się ,że poprosił o tę przysługę kolegę.

Było nam bardzo ,bardzo miło.
Pozostali starsi bracia oczywiście też pamiętali,ale od niego raczej nie spodziewałyśmy się.
Robi się z niego prawdziwy mężczyzna,tylko mąż ,jak zwykle się nie spisał,ale ja rano kupiłam sobie sama kwiatka w doniczce,miał być jeden,ale jak weszłam do sklepu to nie mogłam się oprzeć,tym bardziej ,że były w miarę tanie.
Mówię do S ,że kupiłam sobie sama kwiatka ,a on ,że to bardzo dobrze,bo on by mi na pewno wybrał złego.
Cały S...po tylu latach to już wiem czego się spodziewać ...
Nasze różyczki od K.



A ten tulipanek dostała N od dawnego znajomego,który robi jej zabiegi.



No i te moje razem z ciasteczkami ,które kupiłyśmy na giełdzie są pyszne,kruchutkie,więc znowu dieta poszła w kąt.



Ale się zrobiło kwiatowo!
Ażeby zakończyć tak bardzo świątecznie - zapraszam na lody z  adwokatem i bitą śmietaną,które zaserwowała nam N.





środa, 1 marca 2017

niedziela, 19 lutego 2017

Przyjazd,przepis,praca i prezencik dla siebie.

A jutro przylatuje moja córcia i będzie  z nami dłużej.
Już się nie mogę doczekać.
Mam nadzieję,że pogoda dopisze i trochę się dotlenimy.
Planuję też zdrowo ją odżywiać ,bo w tej Anglii to na pewno je samą chemię.
Mam w planach zielone koktajle,dostałam od koleżanki książeczkę z propozycjami takich koktajli,na różne zdrowotne przypadłości.
Tylko wszystko w języku angielskim,ale córka przetłumaczy,więc będziemy mogły wybierać.
I mam nadzieję,że zainteresuje się gotowaniem, bo doszła do wniosku,że już by jej się sprzydały jakieś umiejętności,a zainteresowania gotowaniem ma takie same ,jak ja czyli z przymusu.
Ostatnio koleżanka poleciła mi ciasto dla odchudzających się ,ale nie jestem pewna,że właśnie dla tych ,co chcą stracić trochę kg, bo jest tam trochę cukru.Ale nie ma mąki.
Wygląda mało apetycznie,ale jest dobre.i bardzo proste.

Przepis,gdyby ktoś był zainteresowany

puszka białej lub czerwonej fasoli
4 jajka
0,5 szklanki cukru
4 łyżki kokosu lub kakao
1 łyżeczka proszku do pieczenia

Fasolę odcedzić,opłukać.
Zblendować wszystko,wylać do małej keksówki.
Piec 40 min 180stopni C



 Dni mijają mi na haftowaniu wielkiego obrazu.

Początek


A taki ma być efekt końcowy


Mam zamówienie na pamiątkę komunijną dla bliżniaków,ale nie mogę się oderwać od tego obrazu,dobrze ,że jeszcze trochę czasu do maja,bo wtedy ma być komunia.

Odeszła od nas Krystyna Sienkewicz.Bardzo ja lubiłam.była taka ,,nasza,,.
Znalazłam na internecie aukcję,na której pewna pani wyprzedaje swoją biblioteczkę .I zamówiłam u niej kilka książeczek,między innymi tą.


Wspaniały życiorys Pani Krysi,taka bardzo ciepła książeczka.

piątek, 10 lutego 2017

Sen

Śniła mi się dzisiaj Mama.

Była jakaś impreza i wśród kobiet zobaczyłam Mamę,ale gdy podeszłam bliżej ,okazało się ,że to nie była ona,lecz ktoś bardzo podobny do niej.

Pojawił się żal,że to nie ona.

A potem zobaczyłam ojca,przyjechał na rowerze,przystojny,wysoki chłopak,ale już nie czułam tej radości,tylko obojętność.

Coś potrzebują?

Czy za bardzo tęsknię za Mamą?

Czy za dużo myślę,jakby to było,gdyby ojciec był inny?


 A może uważał ,że on ma rację i to przekonanie nim kierowało?


 Zagłębianie się we wspomnienia jest jak dżgnięcie nożem w serce.

Z tęsknoty.


poniedziałek, 6 lutego 2017

Lęki...

Nocą przychodzą lęki

-lęk o córcię,czy aby wszystko w porządku,czy jest szczęśliwa z tym swoim chłopakiem,może się nie przyznaje,ze jest żle.Drętwieją jej nogi ,ma pracę stojącą,może przyczyną jest skolioza? Stara się o zaświadczenie,które pozwoli jej na pewne ulgi.Przyjedzie wkrótce ,więc porobimy badania.

-lęk o syna najmłodszego,który jest w wieku dorastania,w tym roku uzyska pełnoletniość,pilnuję każdego jego  powrotu do domu  ze spotkania z kolegami,czy aby nie ,,,pod wpływem,,,boję się tego ,jak ognia,bo geny...

-lęk o  syna średniego,który pracuje nad pewnym projektem naukowym aż w Norwegii,całkiem na północy,gdzie tylko dwie godziny swiatła  zimową porą,gdzie latem całodobowy dzień,czy potrafi przetrwać w takim środowisku.

-lęk o najstarszego syna,i jego rodzinę,żeby byli zdrowi  i żeby jak najmniej kłód po nogami...

-lęk, o męża,który już się ,,ustabilizował,, chociaż jeszcze tak na 100 procent nie mam zaufania do niego,który nie dba o swoje zdrowie ,narzeka na serce,nie potrafi sobie odmówić ani papierosów,ani złego jedzenia.

-lęk ,jak sobie poradzimy,jeżeli mąż nie znajdzie jakiejś normalnej pracy,jeszcze syn na utrzymaniu,musi skończyć szkołę.

-lęk o swoje zdrowie,które też daje różne oznaki,pasowałoby odwiedzić paru specjalistów,ale nie mogę się zebrać 

-lęki takie chyba trochę depresyjne,niepokój związany z chorobą koleżanki 

-inne drobne lęki,które nie pozwalają mi na pewne rzeczy,a potem narzucają wyrzuty sumienia.

I tak od czasu do czasu budzę się z nocy,a one mnie ogarniają z każdej strony.
I chciałoby się uciec.
Jeszcze mam jednak siłę,by je pokonać,przetrzymać.

Odwracam głowę, na moje wybawienie,mój następny wyrzut sumienia,bo sobie pozwoliłam na kosztowne zachcianki


Mija noc, lęki uciekają i czają się na następna okazję,aby mnie dopaść

Dobrze,że nie interesuję się polityką ,bo pewnie doszłyby następne...

piątek, 3 lutego 2017

Odwilż

Wczoraj wieczorem,coś nagle huknęło ,aż się dom zatrząsł.

Dom się wali?-to pierwsza myśl.

Okazało się ,że to odwilż ma taką siłę,że strząsnęła z dachu masę lodu i śniegu.
Od strony drogi S ściągnął wcześniej zalegający śnieg,ale od strony podwórka zostawił.
I ten śnieżek tak już kilkakrotnie od wczoraj nas straszy.

Nazbierało się tego ,dobrze ,że już nic nie zalega na dachu,bo jeszcze trochę i by nam przesłoniło okna.
Gdzieś ten śnieg trzeba powoli wywozić,bo jak zacznie topnieć ,to nas zatopi.

A słoneczko za oknem obiecuje...oj,obiecuje...

Żeby tylko nie skończyło się na obiecankach...
 Ale luty szybko przeleci i marzenie o wiośnie zacznie się realizować.

Czas się pożegnać z Mikołajkiem pełnym słodyczy.
Towarzyszył od świąt i teraz  będzie czekał na następne.






Zrobiłam wspaniały napój,tak trochę pod wpływem tej książki.






A to mój cudowny napój 





Zaparzona pokrzywa z zeszłorocznych majowych zbiorów,kawałki imbiru ,cytryna i to wszystko dosłodzone miodem.

Robię i stawiam w kuchni,żeby mieć pod ręka ,gdy zachce się pić.

A szczególnie jest to propozycja dla S ,który bardzo niezdrowo się odżywia.
Dzisiaj przyjeżdża K ze szkoły,więc i on się załapie,chociaż  grymasi na tego rodzaju propozycje z mojej strony.

Obiadek  już się robi,słoneczko podpatruje mnie przez okno,oj,chyba wyjdę na rynek.
Zazdroszczę tym,co już mają zielono,a przynajmniej mniejszą warstwę śniegu,bo do nas wiosna dotrze chyba bardzo póżno.
A przed nami najgorszy czas,czas roztopów.

sobota, 28 stycznia 2017

Znów będę pasażerem

No i mój mąż ma z powrotem prawo jazdy,udało mu się zdać za pierwszym razem i teoretyczny i praktyczny.

Może wreszcie będziemy  mogli się gdzieś wybrać  autem ,a nie busami.

Ja nie mam prawa jazdy,bo nigdy mnie do tego nie ciągnęło i byłam oporna w tym kierunku,przecież nie każdy się nadaje do prowadzenia,ja akurat lepiej się czuje w roli pasażera.

Zresztą zawsze jeżdziliśmy starymi autami ,które się psuły ,a mój S uwielbia grzebać w silnikach i innych tego typu rzeczach,dla mnie to jest czarna magia...

Teraz nie będę już musiała dżwigać większych zakupów w rękach,bo już kręgosłup nie ten.

S bardzo odczuł brak prawa jazdy i brak możliwości poruszania się swoim środkiem lokomocji.
Teraz też było trochę zabiegania,żeby je z powrotem odzyskać,ale nie ma tego złego ,co by na dobre nie wyszło.
Teraz doceni to, co ma i będzie szanował.

Szkoda tylko ,że młodość tak przeleciała...

Po tych grypach zostały mi zawroty głowy,nie wiem,może to jednak od kręgosłupa ,ale pojawiły się po jednodniowej jelitówce i wielkim osłabieniu..
Chyba muszę iść do lekarza.

W nocy mrozy ponad 20 stopni, w dzień słoneczko,śniegu masa.

Pojawiły się odśnieżarki i samochody wywożące hałdy śniegu z rynku,bo trudno przejechać i nie ma już go gdzie gdzie wyrzucać .

A następne ferie się zaczynają i znów pełno gości ,,zagości,,u nas.


Czytam wspaniałą książkę.


Taka bardzo ,,codzienna,,trochę przepisów przy okazji,trochę prawdziwej historii prawdziwych ludzi.
Mam jeszcze jedna książkę tej autorki,mam nadzieje,ze też będzie podobna.

Mąż z synem i kolegą pojechali do znajomego,który miał pociąć trochę deseczek lipowych,bo mój K ma zamówienie na wyrzeżbienie logo pewnej restauracji.
Fajnie bo trochę sobie zarobi ,a będzie robił ,to co lubi.
Tylko akurat ferie mu się skończyły i jutro wyjazd do szkoły,ale za tydzień wróci ,to sobie porzeżbi..

czwartek, 26 stycznia 2017

Gosia


Byłam u naszej chorej koleżanki.
Pełna lęków i obaw podjęłam decyzję i nie żałuję.
Odwiedza ją bardzo dużo osób,chyba już zaczyna ją to męczyć,mimo,że jest bardzo towarzyska.
Znosi bohatersko swoją chorobę.
Mimo złych prognoz ma nadzieję,a ja ją w tym umocniłam,chociaż nic wiele nie mogę jej pomóc.Lekarze nie dają nadziei ,ale jej przyjaciółka na szczęście ma różne znajomości i jeszcze próbuje szukać ratunku u pewnego profesora.
Wierzę ,że będzie dobrze,że jeszcze niejedne dożynki razem przygotujemy.
Widzę ,ze G stara się robić dobrą minę ,nie okazuje lęku,śmieje się i żartuje,chociaż są momenty, kiedy  wypada z narzuconej sobie roli.
Podziwiam ją za to.
Gosiu, jesteś wielka!

środa, 25 stycznia 2017

...


Wczoraj była kolejna msza  z prośbą o zdrowie i życie dla naszej koleżanki.

Rak kręgosłupa i wątroby.

Lekarze już się nie podejmują leczenia ,czy zdarzy się cud?

Nie mogę się z tym pogodzić...

piątek, 20 stycznia 2017

Coś nowego i starego

Tyle napisałam i coś nacisnęłam i pooszło!!

Ale jestem zła,to tylko tak w małym skrócie napisze ,jak minął ten czas,który tak się rozpędził,że nie można go spowolnić.
Ostatnie 3 tygodnie upłynęły pod znakiem choroby.
Najpierw dwa dni 39 stopniowej gorączki ,po kilku dniach wyszłam na pole i wieczorem znowu jakaś grypa ,chyba taka podchodząca pod jelitówkę,bo zaczęła się biegunką ,którą zlikwidował wywar z suszonych borówek,ale zawroty głowy ciągną się do dziś,tylko już nie w takim nasileniu.
Wczoraj zaczął się ból ucha,na szczęście olejek do ucha chyba uśmierza chorobę.

I tak od Nowego Roku.
Ten rok zaczął się nie tylko nieprzyjemnie dla mnie ,ale również żle się dzieje w naszej miejscowości.
W nowy rok mąż koleżanki,który jest elektrykiem spadł ze słupa.Byliśmy odcięci przez te mrozy i wiatry od świata,ani prądu,ani internetu ani zasięgu dla komórek .
Trudno się odnależć w takiej rzeczywistości.
Podobno był  pijany,ale mają pieniędzy  i znajomości,więc pewnie coś pozałatwiają

Siostra koleżanki zmarła na raka.
Poszła we wrześniu do ginekologa i okazało się ,ze już za póżno na cokolwiek,są przerzuty i tak została w domu oczekując na  koniec.
Straszne.

Koleżanka z byłej pracy ,trochę młodsza ode mnie dowiedziała się ,ze ma raka kręgosłupa i wątroby i też czeka na jakieś wyniki,ale mówią,ze jest niedobrze.
Mam ją odwiedzić,i nie umiem się zdecydować,boję się tej wizyty,nie wiem jak prowadzić rozmowę,nie wiem jak sobie potem z tym poradzę.
Taka wesoła dziewczyna lubiła się bawić,jeżdzili sobie z mężem wszędzie ,byli bardzo zgodni,nie brakowało im niczego,dwoje dzieci na studiach,byli naprawdę szczęśliwi.
Nie wyobrażam sobie,że może się to żle skończyć.
Wolałabym nie wiedzieć i nie widzieć,skoro pomóc nie mogę.

Zima u nas jak przed laty,dużo śniegu ,duże mrozy .

Swięta miały być ubogie bo tylko w trójkę tzn my z mężem i najmłodszy syn.
Reszta nie mogła być/
I w dzień przedwigilijny,wieczorem siedzimy sobie w pokoju,mąż na internecie ,ja przy krzyżykach,K na komórce ,a tu nagle w drzwiach pojawia się moja córcia!
W pierwszej chwili myślałam,ze mam jakieś zwidy,minęła chwila ,nim się otrząsnęliśmy.
Okazało się ,że jednak tak sobie pozałatwiała wszystko,że przyleciała na te kilka dni świątecznych ,chociaż w drugi dzień świąt musiała już jechać na samolot powrotny do Anglii .
Ale w ten najważniejszy czas była  nami,mówiła,że przygnała ją tęsknota za naszymi uszkami i karpiem wigilijnym...dobrze ,że narobiłam więcej uszek i pierogów.
Nic nam nie powiedziała ,chcąc nam zrobić niespodziankę...lubię takie niespodzianki.

No i dostałam od niej wymarzony prezent na gwiazdkę-fotel bujany.



To tak w skrócie udało się dojść do końca.
Dzisiaj wróciłam z Dnia Babci ,byliśmy z mężem w przedszkolu u naszej wnusi,potem przyszła do nas ,wyszalała się z wujkiem K ,zjadła trochę torciku z ptasiego mleczka,który przygotowałam dla niej i w końcu poszła do domu ,bo mama obiecała jej wyjazd na lodowisko.
Teraz trochę nadrobię zaległości i postaram się Was poodwiedzać.

Jestem

Jestem,jestem,tylko tak jakoś daleko od świata blogowego. Czas mija ,bo człowiek chce się nacieszyć tymi chwilami wiosny,kiedy to nie pada ...